Klub Skialpinistyczny Kandahar
PZA
ISMF
mecenat:

Relacje Jurka Natkańskiego i reszty ekipy z kolejnych etapów Wyprawy Unifikacyjnej PZA na Nanga Parbat 2010

Relacje Jurka Natkańskiego i reszty ekipy z kolejnych etapów Wyprawy Unifikacyjnej PZA na Nanga Parbat 2010

Relacje z kolejnych dni dodawane są bez żadnej korekty, tak jak przychodzą z bazy:

29 maj
Po przylocie do Islamabadu w ubiegly czwartek podzielilismy sie na grupy i caly dzien zajmowalismy sie przepakowaniem 500 kg ladunku cargo który wyslalismy w kwietniu do naszego agenta. Organizacja wypraw wysokogórskich tak w Pakistanie jak i w Nepalu zajmuja sie wyspecjalizowane agencje które zalatwiaja pobyt na miejscu , przejazd w góry, organizacje karawany, organizacje bazy tj. kuchni i sprzet do bazy oraz uzyskanie pozwolenia na dana góre. Dzielimy sie na grupy i jedni dokupuja na bazarze w Rawalpindi liny do poreczowania, zywnosc która chcemy miec ponad to co zapewnia nam agent lub co wyslalismy z Polski , inni biora udzial w obowiazkowym ,tzw. briefingu w ministerstwie turystyki. Kolejna grupa jedzie zostawic depozyt dolarowy w firmie helikopterowej na wypadek koniecznosci wzywania helikoptera. Nastepnego dnia wczesnie rano ruszamy dwoma autobusami z ponad tona naszych ladunków i sprzetu agencji do Chilas nad Indusem. Prawie 500km pokonujemy w 17 godzin i docieramy do Chilas na trasie Karakorum High Way prowadzacej do Chin czesciowo po dawnym Jedwabnym Szlaku. Droga jest w wielu miejscach mocno zniszczona przez obsuwy gruntu, ale to tutaj codziennosc. Od polowy drogi sztafetowo eskortuje nas policja w pikapie, a czasami na motorowerze .Dla bedacych pierwszy raz w Pakistanie szokujacy jest widok w mijanych miejscowosciach tlumów skladajacych sie wylacznie z mezczyzn. W Chilas nastepny caly dzien to kolejne przepaki sprzetu, tym razem to przygotowanie ladunków do 25 kg dla tragarzy, zakupy drobne zakupy np. parasoli chroniacych przed sloncem na karawanie oraz zakup niezwykle waznego elementu wyposazenia himalaisty tj. butelek plastykowych do sikania w namiocie. Nastepnego dnia po podjechaniu jeepami do Helele Bridge wchodzimy w doline Diamir z karawana ok. 80 tragarzy. „Okolo”, gdyz czesc z nich niesie ladunki na plecach, a czesc ma kilka osiolków, ponadto po pierwszym dniu nastepuje zmiana tragarzy na tragarzy z wioski wyzej .Ruch turystyczny w tej dolinie jest nikly, co mozna poznac chocby po tym ze nie mozna kupic coca coli:) Po 6 godzinach docieramy do wioski Sehr na wysokosci 2800m npm gdzie spimy w szkole ufunduowanej przez Reinholda Messnera, niestety niedzialajacej .W jednym z pomieszczen znajdujemy polski slad w postaci opakowania po Slodkiej Chwili. Po drodze obstepuja nas dzieci domagajace sie non stop : picture, pen i candy . Na polach widac kobiety, które na nasz widok uciekaja albo zaslaniaja twarze. Od moich ostatnich tutaj wypraw kilkanascie lat temu nic, moze poza wieksza iloscia domów, sie nie zmienilo i zdjecia z tamtych czasów moga byc nadal aktualne. Kucharz serwuje nam na deser tzw. kiri mix – rodzaj jogurtu z kaszka, który wiekszosci z nas dostarcza calonocnych doznan zoladkowych .Doznania te, wraz z budzacymi nas przerazliwymi rykami oslów co 15 minut przez cala noc zapadna nam dlugo w pamieci . Nazajutrz tylko 4 godz do Kortogali – miejsca bazy polskich zimowych wypraw kierowanych przez Andrzeja Zawade, na wysokosci 3800m . Tam tez „odnajduja sie” rzeczy które zginely Marcinowi z plecaka – nasz przewodnik Chamid ze strony agencji dostaje od nas brawa za skutecznosc. Noc spedzamy w namiotach, a noc umila nam obecnosc ganiajacych sie i ryczacych oslów / wiadomo wiosna / oraz balanga portersów zakonczona bójka i spiewajacych przy ognisku i bebniacych kijami w plastykowe karnistry . Kolejnego dnia tylko po 2 godzinach docieramy na miejsce bazy na wysokosc 4200m i caly dzien budujemy baze. Korzystamy ze starych platform, musimy tylko odsniezyc i zrobic rowy bo jest mokro od topniejacego sniegu., stawiamy namioty, messe bedaca jednoczesnie magazynem naszej zywnosci do obozów, namiot kopulke bedacy naszym magazynem sprzetu i namiotem lacznosciowym. Instalujemy zestaw solarów slonecznych , akumulator, regulator, antene do radiotelefonu bazowego.Obsluga nszej bazy tj. kucharz i dwaj kuchcikowie stawiaja kuchnie ich magazyn, kibelek bedacy brezentowa budka telefoniczna / w przyszlosci zbuduja tez podobny namiot do kapieli/ 26 maja wczesnie rano wyrusza grupa 6 osób z zamiarem zalozenia obozu 1szego. Ubezpieczeni linami kluczymy po lodowcu znajdujac przejscie w kierunku obozu 1 znakujac jednoczesnie droge traserami i zakladamy poreczówke na przelamaniu seraków. Po 4 godz osiagamy miejsce obozu 1szego na wysokosci 4800, gdzie kopiemy platformy pod namioty zostawiamy depozyt sprzetowy i schodzimy do bazy. 27maja wychodzi kolejny zespól 4 osób do obozu 1szego i nocuje tam.zaczyna sypac snieg . Przybywa ostatni uczestnik naszej wyprawy Ola Dzik pokonujac trase dojscia w 2 dni, czym zadziwia towarzyszacego jej przewodnika. Przynosi zamówiony przez nas basen ogrodowy, który jednak na razie jest nieprzydatny, bo ciagle sypie. Wieczorem inaugurujemy kino wyprawowe ogladajac doskonaly polski film „Dom Zly” . Dopiero wyjscie z messy pozwala nas stwierdzic w jakiej jestesmy rzeczywistosci. 28 maja tj. dzis zespól z obozu 1szego wczesnie rano mimo calonocnego , na szczescie nieduzego opadu poreczuje 500m kuluaru w kierunku obozu 2 i schodzi do bazy w poludnie. Opad obecnie ustaje i do wejscia jutro szykuje sie kolejny zespól do poreczowania kuluaru oraz pojutrze zespól do zalozenia obozu 2go.Przygotowywane sa liny ,szable sniezne, sruby lodowe, haki, gaz, zywnosc ,namioty , spiwory karimaty , menazki, kuchenki gazowe : calosc jest wazona i dzielona na poszczególnego czlonka zespolu. Waga tych rzeczy nie moze przekaraczac ok.8kg na osobe. Do tego dochodzi sprzet osobisty wazacy kilka kilogramów zatem koncowa waga plecaka to ponad 12 kg. Intensywnie pracujemy nad kucharzem wyprawy w celu poprawy jedzenia i wydawalo sie, ze wczoraj nastapil przelom -zjedlismy przyprowadzonego koguta / na szczescie pial cicho chociaz caly dzien / i kózke, ale dzis znów poziom wrocil do „normy” . pozdrawiam oczywiscie goraco Was oraz czytajacych Maratonczyka
Jurek Natka??ski

NOSEK PRZYTARTY
Góra pokazuje pazurki i informuje uczestników wyprawy delikatnie o skali zadania. W dniu 28 maja 4 osobowy zespól – Grzadziel, Kaczkan, Szymczak, Waluga – rozwiesil 500 m lin poreczowych nad obozem 1 w kierunku obozu 2. Uwazalismy, iz mimo trudnosci uskoku Kinshofera, nastepnym, ostatecznym strzalem osiagniemy obóz 2. Juz bylismy w ogródku, witalismy sie z gaska. I tak kolejna grupa – Kazmierski, Hajzer, Fronia – miala dociagnac liny do miejsca obozu 2 – wzieli ich az 700 m. 30 maja o 2.30 rano opuscili obóz 1 i po dojsciu do konca poreczówek rozwiesili cale 700 m lin. Okazalo sie to za malo – do obozu 2 bylo ciagle daleko. Nastepny zespól – Snopczynski, Natkanski, Gawrysiak, który wyszedl z zamiarem zalozenia obozu 2 musial zmienic plany i przestawic sie na dalsze poreczowanie. Tym razem, doceniajac skale zadania postanowiono wzmocnic te grupe swieza sila – Ola Dzik i Jackiem Czechem, którzy dolaczyli do grupy w obozie 1 wieczorem. Tak wiec 31 maja o 3 w nocy 5 osób z linami i sprzetem wyszlo z obozu 1 (4800 m) z zadaniem dokonczenia poreczowania do obozu 2. Do konca poreczówek na 5600m doszli o 8 rano. Wkrótce zaczynalo operowac mocne slonce. Grzaski snieg mógl stwarzac w tej formacji (kuluar) zagrozenie. Po rozwieszeniu 300 m lin caly zespól wycofal sie w dól. Do podstawy „scianki” Kinshofera ciagle brakuje nam 300 m niezaporeczowanego terenu i do obozu 2 ok. 500 metrów lin :-0. W dniu 1.06 zespól Kaczkan, Szymczak, Waluga, Grzadziel ma ostatecznie rozwiazac kwestie obozu 2 i dociagnac liny do 6000 m i miejsca gdzie ma on w koncu powstac. Poza nami nie dzialaja na Nanga Parbat inne wyprawy. Dzialamy w okresie nietypowym dla wypraw – dosc wczesnym. Zalega jeszcze sporo pozimowego sniegu. Warunki ogólnie sa jednak dogodne, podoga w miare sprzyja.
Pozdrawiamy
Zaloga wyprawy unifikacyjnej PZA na 8000 2010

29-31 maja i 1 czerwca to 4 dni poreczowania kuluaru.
Poreczowanie polega na rozwieszeniu lin po których bedziemy mogli pózniej przemieszczac sie bezpiecznie w scianie Kuluar majacy wysokosc ok. 1000m i nachylenie od 45do miejscami 75 stopni doprowadza do skalnego, pionowego i miejscami przewieszonego skalnego muru o wys. 80m, na którym jest tzw. skalne gniazdo tj. pólka o wymiarach 5na5m na której wszystkie wyprawy stawiaja obóz 2gi. Poreczowaniem zajmowaly sie podczas nastepujacych po sobie 4 dni 4 zespoly wyprawy startujace do tego zadania z obozu 1szego o 1-2 w nocy i pracujac w scianie nawet i po 12 godzin. W nocy snieg jest zmrozony, a pojawienie sie slonca w kuluarze powoduje wyciskanie ostatnich sil ze wspinaczy z powodu goraca ponadto snieg robi sie b. miekki. Ladunek do wyniesienia podczas poreczowania to liny, szable sniezne, sruby lodowe, haki a takze ekwipunek osobisty tj. odziez awaryjna , czekany, apteczka osobista przygotowana przez lekarza wyprawy batony energetyczne i camelbag z piciem powodowaly ze plecaki przekaraczaly wage 12 kG. Zespoly wracaly bardzo zmeczone, poparzone sloncem, wszyscy narzekaja na bóle miesni nóg -praca w rakach w stromym terenie czesto lodowym daje sie mocno we znaki. Mimo to potencjal jest nadal duzy o swiadczy fakt zniesienia, przez pomylke, przez jednego z kolegów liny z powrotem do bazy. Do tej chwili mamy polozone liny do tego uskoku i wszystko wskazuje ze kolejny zespól pojutrze pokona uskok i zalozy obóz drugi. Powoli stabilizuje sie sytuacja w bazie na froncie higienicznym i zywieniowym. Zmiana miejsca poboru wody dla kuchni z rzeczki na pastwisku na rzeczke w skalkach oraz ciagla edukacja kucharza ,2 kuchcików i 2 pomocników kuchcików by naczynia byly wycierane szmatka o kolorze zblizonym do bieli a nie do brazu powoduja ze juz tylko polowa skladu narzeka na dolegliwosci zoladkowe. Wprawdzie kucharz zaproponowal nam specjalna miejscowa herbate na te dolegliwosci, ale poniewaz miala ona smak palonej gumy to malo kto skorzystal. Poprawia sie tez wyzywienie: tzw water zupa zostala zastapiona zupami z prawdziwego zdarzenia, a podawana herbata jest robiona z tzw. hot boiling water zamiast dotychczasowej cold boiling water. Widzimy oznaki nadejscia wiosny w górach :znikna l snieg z otoczenia bazy, swistaki podchodza blisko namiotów, pojawiaja sie pierwsze kwiatki widac tez coraz wiecej ptaków. Napelniony basen ogrodowy przyniesiony przez Ole czeka na pierwszego smialka ale kiedy to nastapi nie wiadomo, gdyz woda w basenie wydaje sie coraz zimniejsza. Po zejsciu z góry pierzemy, kapiemy sie w tzw. shower tent , którym tym razem jest kawalek brezentu zwieszony z duzego kamienia: wystarczy tylko pobrac ciepla wode z kuchni w czajniku i kapiel gotowa. W ramach zajec kulturalnych pozostaje ogladanie filmów na laptopie / jezeli uda sie naladowac solarami akumulator, a nim laptop/, oraz sprawdzanie czym róznia sie regionalne odmiany specjalów o wdziecznych nazwach miodówka, palinówka… wykonanych na miejscu przez kolegów hobbystów.

3 czerwca 2010 okolo 17tej po 12 godzinach walki zalozono w koncu obóz II (Robert Kazmierski, Rafal Fronia, Artur Hajzer). Byla to 5ta aktywnosc w kuluarze powyzej obozu I, która ostatecznie zakonczyla batalie o obóz drugi. Zuzylismy do tego miejsca az 2100 m lin poreczowych w miejsce planowanych 1200m. W 5tym wyjsciu dzielilo nas od obozu II 200 m tzw. sciany Kinshofera (a nie 50m jak wczesniej podano) . Pózniejsze od oczekiwanego zalozenie obozu II budzilo spora konfuzje kierownika i zespolu. Padly nawet – po raz pierwszy na naszej wyprawie (ze strony kierownika) slowa niecenzuralne. Sama sciana Kinshofera ma 3 czesci: wejscie pod piony 60st – 50 m, potem 3 skalne progi z drabinkami 70-90 st. o lacznej dokladnej wysokosci 100 m i wyjscie terenem snieznym ok. 70 m do platformy namiotowej obozu II na 6000 m. Ogromny wysilek plus wysokosc 6000m spowodowaly u Artura i Rafala cechy choroby wysokosciowej. Po konsultacji z lekarzem wyprawy Robertem Szymczakiem, Robert Kazmierski „Kaziu” skorzystal z apteczki ratunkowej, w która wyposazony jest kazdy uczestnik wyprawy i podal swoim partnerom wspinaczkowym Deksametazon domiesniowo (przez spodnie, jak w amerykanskim filmie wojennym;) oraz Cordafen doustnie. Tlen pod sciane Kinshofera doniósl w nocy Jarek Gawrysiak. Dzialo sie to w warunkach zalamania pogody, ale poszlo sprawnie. W bazie pozostala jedynie Ola Dzik, ale nie z powodu dyskryminacji ze wzgledu na plec, lecz z powodu doskonalej znajomosci jezyka angielskiego i ewentualna koniecznosc telefonowania do agencji po helikopter :-). Oczywiscie Artur i Rafal o wlasnych silach zdolali zeszli do bazy. Cala akcja scalila zespól, w sytuacji zagrozenia dzialamy logicznie i sprawnie :-). Poszkodowani utrzymuja, iz podanie Cordafenu na krótki, plytki i szybki oddech bylo niepotrzebne, bo zadyszka byla efektem zbyt dusznego, ciasnego,i szczelnie obsypanego namiotu, który himalaisci powinni po prostu lekko otworzyc. Kiedy to zrobiono dolegliwosci (zadyszka, ból glowy) ustapily :-). Wszyscy jestesmy cali i zdrowi w bazie. Czekamy na poprawe pogody. Od 6 czerwca ma zaczac sie poprawiac. Tylko kto podciagnie teraz ten tlen z podstawy sciany Kinshofera do c2? :-). Kierownik Hajzer zapowiedzial, ze nie wychodzi z bazy dopóki nie powstanie obóz III – zalodze dal pod rozwage, czy woli poreczowac, czy tez biegac z tlenem medycznym za nim po obozach 🙂
Pozdrawiamy
Artur Hajzer, Robert Szymczak i Zaloga wyprawy unifikacyjnej PZA
Ps. Wyprawa unifikacyjna PZA jest jedyna dzialajaca na Nanga Parbat 8126. Celem jest droga Kinshofera od strony Diamir.

7.06.2010
Zespól: Robert Szymczak, Arek Grzadziel ,Marcin Kaczkan ,Irek Waluga i Alaksandra Dzik po 12 godzinnej wspinaczce w srednich warunkach dotarl do obozu II ok. godz. 16-17 czasu lokalnego. Niestety zostawiony tu namiot nie przetrwal. Potargal go napór sniegu, a wiatr wywial maszty w przepasc. Zespól musi spedzic noc w 5 osób w jednym namiocie przyniesionym przez siebiez dolu. Jutro himalaisci powinni kontynuowac akcje w góre, w kierunku obozu III. Aby rozwieszac poreczówki i móc spedzic druga noc na wysokosci przydalby im sie drugi namiot doniesiony z dolu. W obozie I jest zespól Jurek Natkanski, Piotr Snopczynski i Jaroslaw Gawrysiak. W dniu 8.06 powinni oni dotrzec do obozu II. Pozadane jest, aby oprócz swojego namiotu doniesli oni w góre jeden namiot wiecej, by akcja poreczowania drogi do obozu III mogla przebiegac szybko i sprawnie. Artur Hajzer (kierownik), Robert Kazmierski, Rafal Fronia i Jacek Czech obserwuja rozwój sytuacji i akcji z dogodnych pozycji w bazie wyprawy. Zgodnie z zapowiedzia kierownik stara sie nie wychylac z okopu, a tym bardziej przechodzic do pierwszej linii i angazowac sie w zakladanie obozu III – ciekawe czy ta sztuka mu sie uda :-)??
Pozdrowienia z bazy
Zaloga wyprawy unifikacyjnej PZA 2010

mecenat
Sponsorzy